![]() |
|
Strona główna---->Aktualności---->Media o służbach---->Wszystkie doniesienia medialne---->ZAŁATWIONE ODMOWNIE – ABU? |
|
Wprost,
11.01.2004 r. ZAŁATWIONE
ODMOWNIE – ABU? Wiatr historii
wywiał z Polski “przodujący ustrój”, ale nie wywiał tych, którzy
ów ustrój wspierali. prof. Jan Winiecki To, że mamy
szkodliwego głupka na czele Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, wiedzą
prawie wszyscy. A zwłaszcza ci, którzy oglądali poważne miny, jakie
stroił minister Barcikowski w państwowej telewizji, mówiąc, że są
dowody niebezpiecznej infiltracji agentów obcych firm do polskich mediów.
Przypominało to wystąpienia podobnych durniów, którzy pokazywali się
w komunistycznej telewizji i z równie poważną miną twierdzili, że są
na przykład “poważne dowody” kontaktów antysocjalistycznej opozycji
z imperialistycznym wywiadem. Widziano bowiem w restauracji SPATiF prof.
Geremka na lunchu z radcą ambasady Stanów Zjednoczonych... Można by powiedzieć:
pal sześć. Nie pierwszy głupek i nie ostatni. I tak poleci po wyborach
i utworzeniu nowego rządu (dobrze byłoby jednak sprawdzić, jakie
produkty własnej – czy zleconej – fantazji zechce zlikwidować tak,
by następcy tego nie znaleźli; sprawa twardego dysku minister
Jakubowskiej powinna tu być sygnałem). Problem tkwi jednak w czym innym.
W tym mianowicie, ilu szkodliwych głupków zostanie. “BIALI
CZERWONI” (NIE MYLIĆ Z BIAŁO-CZERWONYMI!) W latach międzywojnia
mówiło się często o białej rosyjskiej emigracji, że “niczego nie
zapomniała i niczego się nie nauczyła”. Imperialne, autokratyczne
narowy (efekt związków z niedemokratyczną władzą) pozostały jej na
całe życie. I to jest przedmiotem mojego niepokoju. Carskich czynowników
wiatr historii rozsiał bowiem po świecie i ich możliwości czynienia
szkód “na urzędzie” zmalały do zera. Sprawa nie wygląda jednak tak
samo w krajach, gdzie wiatr historii wprawdzie wywiał “przodujący ustrój”,
ale nie wywiał tych, którzy ów ustrój wspierali. I nie idzie mi tu o
marksistowskich filozofów, twierdzących – jak senator Szyszkowska –
że po 1989 r. zanikła “merytoryczna, życzliwa dyskusja o problemach
Polski”. Szkody, jakie może poczynić filozof (nawet tak kiepski), są
raczej niewielkie. I fakt, że pani filozof (czy też mówiąc politycznie
poprawnie – pani filozofa) niczego – jak carscy “biali” – nie
zapomniała sprzed 1989 r. i niczego się nie nauczyła, nie czyni z
naszej polskiej “białej czerwonej” kogoś niebezpiecznego dla państwa
czy wolności politycznych, obywatelskich i ekonomicznych. Inaczej jednak rzecz
wygląda w wypadku funkcjonariuszy ABW. Tam fakt zatrudniania tych, którzy
pracowali w organach tajnej policji w ustroju totalitarnym, może mieć
poważne konsekwencje, jeżeli tacy “biali czerwoni” niczego sprzed
1989r. nie zapomnieli i niczego się nie nauczyli. Stanowi to bowiem
rzeczywiste zagrożenie dla polskiej demokracji – i tak niezbyt dbałej
o nasze wolności! GŁUPOTA Z GŁĘBIN
“PRYLA” Niestety, miałem
okazję niedawno się przekonać, że ci, którzy zostali sprzed 1989 r.
(czyli z “pryla”), z czasów wszechwładnej tajnej policji, w organach
tzw. bezpieczeństwa wewnętrznego, rzeczywiście niczego nie zapomnieli i
po 1989 r. niczego się nie nauczyli. W związku z wyrażoną przeze mnie
zgodą na kandydowanie do Rady Polityki Pieniężnej przysłano mi
“ankietę bezpieczeństwa wewnętrznego”. Już sam tytuł dowodzi
bezmyślności, bo to przecież nie o moje bezpieczeństwo chodzi ABW!
Znacznie bardziej niepokojąca z interesującego mnie (i mam nadzieję, że
nie tylko mnie!) punktu widzenia jest zawartość tej ankiety.
Pomijam już pytania, do których zadawania ABW nie ma prawa, na przykład
te związane z dochodami. Osoba mająca status funkcjonariusza państwowego
po objęciu stanowiska i tak musi wypełnić ankietę dotyczącą majątku.
I wtedy dopiero podaje te dane. ABW nie są one do niczego “na zapas”
potrzebne. Znacznie bardziej
niepokojące, jeśli idzie o stan umysłu pytających, są pytania związane
z (w mniemaniu głupków z “pryla”) ze sprawami bezpieczeństwa państwa.
Konstruując je w celu wykrycia jakichś niecnych knowań przeciw państwu,
na pewno trzeba było pójść po rozum do głowy. Twórcy ankiety najwyraźniej
jednak wrócili z tej wycieczki z niczym; zostało im więc tylko to,
czego nie zapomnieli z “pryla”. No i takie też są – w innych
przecież czasach – ich pytania. CZY “OBYWATEL
PRZEBYWAŁ” , “Z KIM ROZMAWIAŁ”? Nieuchronnie pada więc
pytanie “Czy przebywał pan kiedykolwiek za granicą dłużej niż 10
dni (w tym podróże służbowe)?”. Z datami, państwem, miastem, ulicą,
numerem domu i mieszkania, a nawet z kodem pocztowym! I powodem wyjazdu. Wściekłem
się i napisałem w odnośnym miejscu, że to pytanie musiał sformułować
jaki durny ubek, który z dawnych czasów pamiętał, iż jeśli ktoś
wyjechał dwa razy za granicę, to uważał się za szczęściarza i do końca
życia zachował w pamięci wszystkie szczegóły. Czytelnicy w średnim
wieku i starsi, wypełniający za “pryla” ankiety paszportowe, nie
zapomnieli zapewne, że po pytaniu: “Czy wyjeżdżał za granicę?”,
zostawało pół wiersza na odpowiedź. Jacek Fedorowicz skomentował to
kiedyś złośliwie, mówiąc, że ubekom nie wydawało się możliwe, by
ktoś, komu dano paszport, nie skorzystał z tego i nie został od razu za
granicą. Miejsce na odpowiedź było więc niepotrzebne. Skamieliny “pryla”
układające tę ankietę najwyraźniej nie zwróciły uwagi na to, że
ludzie wyjeżdżają teraz wielokrotnie, niekiedy kilka razy w miesiącu.
Siedziałem na lotnisku we Frankfurcie obok faceta opowiadającego sąsiadce,
iż lata do Chin czasem częściej niż raz w miesiącu. Czy skamielinom
umysłowym nie przychodzi do głowy, że po pierwsze, zawracają d ... zajętym
ludziom, a po drugie, ta informacja na nic im się nie przyda? Że nie tędy
droga do wykrycia podejrzanych kontaktów? A już na pewno
niczego nie dowiedzą się z pytania: “Czy pan lub członkowie rodziny
utrzymujecie lub utrzymywaliście w okresie ostatnich 20 lat kontakty służbowe
lub prywatne z obywatelami innych państw?”. I tu znowu pytanie o dane:
osoba, państwo, dokładny adres, powód, charakter kontaktu. To
bezprawie, którym powinien się zająć rzecznik praw obywatelskich, i
hucpa przemieszana z bezbrzeżną głupotą. No bo co taki głupek
spodziewa się osiągnąć? Że ankietowany wypisze listę szpiegów
obcych mocarstw z adresem ośrodka im. Langleya w Wirginii albo Łubianki
w Moskwie? Od tego jest ABW, aby wykryć takie kontakty, ale co z tego,
kiedy do niczego się nie nadaje. Owszem, mogą wysłać cztery ekipy mięśniaków
w kominiarkach, żeby zatrzymały jednego urzędnika w średnim wieku, który
wcale nie zamierzał nigdzie uciekać. To może jeszcze potrafią, ale nic
więcej! ABW CZY ABU? Wyżej użyłem
terminu “tzw. ABW”, bowiem rzeczona agencja bynajmniej – jak widać
z bezbrzeżnej głupoty i totalitarnych zaszłości jej funkcjonariuszy
– nie chroni bezpieczeństwa państwa i jego obywateli. Jest to po
prostu Agencja Bezmyślnych Ubeków, którzy niczego się nie nauczyli. A
że jeszcze, co gorsze, niczego nie zapomnieli sprzed 1989 r. to stanowią
zagrożenie i dla bezpieczeństwa państwa, i dla wolności jego
obywateli. Nie ulega wątpliwości,
że w organach tajnej policji potrzebna jest opcja zerowa. Nikt, kto
pracował w tajnej policji totalitarnego państwa przed 1989 r. nie
powinien być dopuszczony do pracy w organach bezpieczeństwa
demokratycznego kraju, ponieważ jego nawyki i głupota są zagrożeniem
dla demokracji. W niemieckiej demokracji przeprowadzono taką regulację i
stosuje się ją konsekwentnie. Nie widzę powodu, by polska demokracja
miała stosować niższe standardy. Być może ktoś
zapyta, dlaczego tylko w organach bezpieczeństwa. Odpowiem nie do końca
poważnie. Otóż, krzywdzącym pomówieniem byłoby twierdzenie, że
aparatczaki i nomenklaturowa biurokracja niczego się nie nauczyli, bowiem
zamiast – jak za “pryla” – fałszować sprawozdania o tonach (nie
istniejącej) produkcji, fałszują na przykład przetargi publiczne. A
odpowiedź całkiem serio wymagałaby poważnej dyskusji w szerszym niż
felieton wymiarze. |